Dla tłumaczyŻycie tłumacza

DLACZEGO PRACUJEMY Z DOMU

fot. Rafał Soliński

poprzednim tekście na blogu zaprezentowaliśmy nasze metody na to, by praca zdalna przebiegała gładko i przyjemnie. Pisanie tego artykułu sprawiło, że ponownie zastanowiliśmy się nad tematem pracowania z domu wraz ze wszystkimi tego błogosławieństwami i przekleństwami. Jest to zagadnienie, które wydaje się budzić dość silne emocje, zwłaszcza teraz w czasie pandemii choroby COVID-19. W jej wyniku wiele osób na całym świecie musiało przenieść się z obowiązkami zawodowymi do swoich domów, co oczywiście nie dla każdego jest najszczęśliwszym rozwiązaniem.

Cały czas odczuwamy swoistą ulgę w związku z tym, że w naszej codzienności na szczęście – na razie – nie musieliśmy przeprowadzać trzęsienia ziemi, ponieważ i tak od kilku lat pracujemy z domu, bo tak sami wybraliśmy i do tego dążyliśmy. W żadnym wypadku nie jest naszą intencją przekonywać Was, że praca z domu jest najlepsza i że każdy, kto ma taką możliwość, powinien się na nią zdecydować. Nie lubimy głosić banalnych oczywistości, ale tę warto chyba powtarzać do znudzenia – każdy ma swoje osobiste preferencje i upodobania, indywidualne predyspozycje i rodzaj temperamentu, i to nimi powinien się kierować, zwłaszcza w wyborze zawodu i trybu pracy.

Chcieliśmy jednak w tym artykule opowiedzieć o tym, dlaczego Translatorion pracuje z domu i jak takie okoliczności wykonywania codziennych obowiązków wyglądają w zawodzie tłumacza pisemnego. Opowiemy o tym, co skłoniło nas do podjęcia decyzji o pracy z domu – i to jeszcze razem, we dwójkę, w parze! – oraz dlaczego jesteśmy z tej decyzji zadowoleni. Opisane tu przemyślenia to przede wszystkim perspektywa Martyny, ale Paweł mówi, że z większością się zgadza. ?

home office
Tak wygląda praca z domu według zdjęć stockowych.
DLACZEGO WYBRALIŚMY PRACĘ Z DOMU

Nie wszyscy tłumacze pisemni pracują tak jak my, choć zdaje się, że jednak duża większość. Wynika to z tego, że sporo z nas to freelancerzy lub osoby samozatrudnione. Wspominaliśmy o tym już w tekście o rodzajach tłumaczy. Niewiele osób pracuje jako tłumacze etatowi – choć i tacy się zdarzają, na przykład wtedy, gdy jakaś firma potrzebuje na stałe tłumacza wewnętrznego. Bywają też tłumacze zatrudnieni na umowę o pracę w dużych biurach tłumaczeń i pracujący w ich siedzibach, chociaż i oni bardzo często mają możliwość pracy zdalnej i nierzadko się na nią decydują.

W naszym przypadku mieliśmy do wyboru trzy możliwości – a w zasadzie nieustająco mamy. Możemy pracować z domu, w pomieszczeniu, które w części przerobiliśmy na biuro. Moglibyśmy też wynająć sobie całkowicie osobny lokal tylko do pracy. Mamy również opcję wynajęcia biurka (biurek) w przestrzeni co-workingowej w centrum miasta, którą dzielilibyśmy z innymi osobami prowadzącymi własne działalności. Od początku jednak wiedzieliśmy, że zależy nam na pracy ze swojego mieszkania i staraliśmy się tak ułożyć sobie życie, by była ona możliwa.

Pierwszą z zalet home office, która przychodzi mi do głowy, jest oszczędzanie czasu potrzebnego na przemieszczanie się. Rzecz jasna dojazd lub dojście do pracy wcale nie musi być problemem – biuro może znajdować się blisko domu, a droga do pracy może być przyjemna. My jednak uznaliśmy, że spacery wolimy odbywać już po pracy, a chcieliśmy też wyeliminować z życia zbyt częste poruszanie się komunikacją publiczną czy samochodem. Droga do biur(k)a odbywa się więc z sypialni, przez kuchnię i łazienkę. ?

Drugą, ogromną zaletą jest po prostu oszczędność pieniędzy, której tłumaczyć chyba nie trzeba – w tym momencie nie płacimy czynszu za dwie nieruchomości, a tylko za jedną. Oszczędzamy również na posiłkach – na co dzień gotujemy sami, bo lubimy to robić. Staramy się też, by czynność ta nie rozpraszała nas w pracy i nie rozwalała nam harmonogramu zajęć ściśle zawodowych. Lubimy natomiast jeść na mieście w weekendy i zawsze z przyjemnością to celebrujemy.

Skoro już mowa o harmonogramie zajęć, to bardzo istotna jest dla nas jego elastyczność. Chyba nie zostaliśmy stworzeni do regularnej, rutynowej pracy od 8 do 16. Dbamy o zachowanie pewnego rytmu, ale ważna jest dla nas możliwość dopasowania każdego dnia do naszych potrzeb i możliwości, dobrania sobie godzin pracy do okoliczności danego dnia. To tak naprawdę zwiększa naszą wydajność – nie jesteśmy zmuszeni do siedzenia przy biurku bite 8 godzin; jeśli szybciej wykonamy swoje zadania, jesteśmy wolni. Gdy jesteśmy zmęczeni, możemy zmniejszyć liczbę przepracowanych godzin, a gdy czujemy się super energetycznie i wpadamy w tłumaczeniowy flow, odpowiednio ją zwiększyć.

kot tłumacza
Jedna z istotnych zalet pracy z domu! fot. Adrian Spuła

Inną zaletą jest to, że po prostu lubimy przebywać w naszym domu, na różne sposoby, i wcale nam się to nie nudzi. Cenimy jego swobodną, swojską, naturalną atmosferę, jego ciszę i spokój; lubimy naszą okolicę, nasze sąsiedztwo. Możemy spędzać dużo czasu z naszymi trzema kotami, które dzięki temu nie muszą siedzieć same całymi dniami. Ich obecność działa na nas kojąco – miejmy nadzieję, że z wzajemnością. W domu mamy także bezpośredni dostęp do wszystkich potrzebnych nam książek i innych materiałów, których nie musimy nigdzie przenosić i szukać. To być może drobnostki, ale bardzo istotne. Wszystko to sprawia, że praca w tak oswojonym, przyjaznym otoczeniu staje się łatwiejsza, wygodniejsza i przyjemniejsza. Daje nam też poczucie wolności.

CO NAM PRZESZKADZA W PRACY ZDALNEJ

Jak to bywa z większością elementów życia, praca zdalna ma swoje wady i na pewno nie jest czymś jednostronnie idealnym. Pracując z domu, doświadczamy też różnych problemów, które czasem sprawiają, że mamy ochotę dokądś uciec i fantazjujemy wtedy o tym, że na pewno wszędzie jest dobrze tam, gdzie nas nie ma.

W pewnym sensie problemy te wynikają pośrednio z opisanych wyżej zalet – taki mały paradoks. Ot, choćby wspomniana wcześniej elastyczność: łatwo się w tej elastyczności tak zapomnieć i nie ogarnąć, że dzień pracy w niekontrolowany sposób rozciąga się od rana do wieczora, choć gdyby to rzetelnie policzyć, właściwej pracy znalazło się w nim niewiele. W takiej sytuacji – a zwłaszcza wtedy, gdy osoby pracujące razem są w związku – trudno jest definitywnie oddzielić życie osobiste od zawodowego, dlatego ważne jest ustalanie granic i samodyscyplina. Trzeba umieć też powiedzieć sobie: „A może już czas zakończyć tłumaczenie na dziś?” zamiast wodzenia się na pokuszenie pytaniem „A może jeszcze jeden segmencik?”.

W domu czyha też na nas pułapka niskiego morale i kulejącej motywacji. W końcu nikt nie skarci nas za spóźnienie się do pracy, nikt nie wręczy nam listy zadań do wykonania, nikt nie skontroluje tego, co robimy. Ale zaraz, czy aby na pewno nikt? Przede wszystkim – i na szczęście – mamy siebie nawzajem i możemy się wzajemnie wspierać, motywować oraz sobie kibicować. Poza tym – mamy terminy oddania tłumaczeń, których zawsze przestrzegamy, więc nawet jeśli czasami „spóźniamy się” do pracy, to nigdy nie możemy spóźnić się z odesłaniem gotowego tekstu.

To nie koniec utrudnień. W domu łatwo się rozproszyć – czynników odciągających uwagę jest naprawdę wiele. A to stos prania i prasowania czeka na nasze zmiłowanie, a to koty żądają głasków, a to właśnie przyszła paczka z nowiutką książką ulubionego autora, a to partner/współtłumacz musi nam koniecznie powiedzieć o czymś niekoniecznie związanym z pracą, a to poszukiwania terminologii do aktualnie tłumaczonego tekstu doprowadzają nas do kolejnej niezwykle wciągającej podstrony na Wikipedii, już na zupełnie odmienny temat, a to porywa nas przeglądanie kolejnych zdjęć w mediach społecznościowych (hmm, ale tak szczerze, ludzie w biurach i na etacie też nagminnie robią to ostatnie, prawda?).

Musimy też pilnować się, by nie zasiedzieć się w domu – to kolejne niebezpieczeństwo (tak, wiemy, że teraz akurat niebezpiecznie jest bardziej poza domem). Działa tu zasada bezwładności – skoro wychodzić nie trzeba, wszystko jest na miejscu, zapasy zrobione, czasem lenistwo wygrywa i trzeba się zreflektować, że to nie do końca zdrowe.

para tłumaczy polski angielski
Tłumacze znowu na spacerze

Z poprzednim tematem wiąże się też poczucie osamotnienia – oczywiście szczęśliwie mamy siebie, ale czasami tęsknimy za spotkaniami z innymi ludźmi. Z drugiej strony nie odczuwamy tego osamotnienia jakoś szczególnie silnie – ciągle mamy kontakt telefoniczny lub mailowy z klientami, rozmawiamy ze znajomymi na Messengerze (tak, w ten sposób też się rozpraszamy). Technologia pozwala dziś na wiele i jasne, że nie jest to to samo co kontakt osobisty na żywo, ale też cenimy możliwości, które daje – zwłaszcza w czasach koronawirusa. Faktem jest również to, że tłumaczenie pisemne to rodzaj pracy bardziej dla introwertyków; osób, które czują się dobrze i spokojnie w towarzystwie swoich własnych myśli, dla których samotność to nie demon lub które mają problem się skupić wśród innych ludzi czy w przestrzeni, która im nie odpowiada.

NIE MA JAK W DOMU

Na koniec jeszcze kilka takich ogólnych refleksji wynikających z tego, co napisałam powyżej – a tak naprawdę wynikających z wieloletnich przemyśleń o tym, czego doświadczamy na co dzień w pracy zdalnej.

Przede wszystkim dotyczą one wspomnianego wcześniej rozdzielenia życia zawodowego od prywatnego – które jest istotne i sami staramy się zachować równowagę między pracą a życiem. Ale… czy w takim razie praca to nie życie? Dlaczego mówimy o work-life balance? Zawsze mnie to zastanawiało. Praca jest częścią życia, i to bardzo ważną jego częścią, a nie jego przeciwieństwem – spędzamy w niej mniej więcej jedną trzecią każdego dnia, nie licząc weekendów i urlopów. Nie potrafię traktować jej jako czegoś obcego, oddzielnego, nieważnego, służącego tylko do przetrwania. Może to dość idealistyczne podejście, a nawet zgubne, ale wiem, że nie potrafiłabym robić w pracy czegoś, czego sensu nie jestem w stanie dostrzec. I dlatego też zapraszam pracę do domu, bo jest jego częścią, tak jak jest częścią życia. I nie muszę się już zastanawiać, czy kiedy czytam książkę po angielsku lub hiszpańsku, to jestem bardziej w pracy czy w domu.

Ponadto dom kojarzy mi się bardzo pozytywnie z tworzeniem, z wykonywaniem pewnych przyjemnych dla mnie czynności wymagających dużego zaangażowania umysłu. Miałam tak, odkąd pamiętam – mam tu na myśli choćby pisanie różnego rodzaju tekstów, tłumaczenie, uczenie się języków i innych ciekawych rzeczy. Czy dlatego, że te aktywności stały się także moją pracą, miałabym przestać zajmować się nimi w swojej ulubionej przestrzeni? Wręcz przeciwnie!

Zauważam to szczególnie teraz – praca ściśle intelektualna, twórcza, językowa, polegająca na byciu samemu ze sobą i ze swoim mózgiem wymaga w moim przypadku otoczenia własnej, spokojnej, oswojonej przestrzeni i przynosi wówczas najlepsze rezultaty. Choć dom potrafi rozpraszać, przede wszystkim zapewnia dla mnie najdoskonalsze warunki do skupienia się, znacząco lepsze niż biuro typu open space czy kawiarnia.

Natomiast jeśli chodzi o uczenie się od innych ludzi – czyli na przykład konwersacje językowe, weekendowe kursy, zajęcia na studiach, spotkania z interesującymi osobami, a także sport – działa to u mnie zdecydowanie lepiej na żywo. Dlatego mimo iż cieszy mnie bogactwo możliwości robienia tylu rzeczy przez internet w dzisiejszych czasach (dla przykładu: liczne webinaria na przeróżne tematy, TEDx Talks, wirtualne spotkania autorskie, szkolenia online), jeśli tylko mogę, wolę realizować podobnego typu działania w tak zwanym realu.

***

Jakie płyną z tego wnioski? Dosyć wyważone. Tak jak z większością innych tematów współcześnie, niektórzy wychwalają pod niebiosa pracę z domu, a niektórzy równają ją z ziemią, za to prawie wszyscy krytykują siebie nawzajem, twierdząc, że mają jedyną rację; nawołują do zmiany lub właśnie do braku zmian i generalnie nie rozumieją swoich wzajemnych stanowisk.

My chcieliśmy jedynie pokazać, jak to jest u nas: jakie dostrzegamy zalety i wady pracy zdalnej z naszego punktu widzenia. Nie skupiamy się tu na bardziej globalnych i długofalowych konsekwencjach tego rozwiązania, bo nie jesteśmy pewni, jak na dłuższą metę taki rodzaj pracy wpływa na relacje międzyludzkie albo czy na przykład zmniejsza zanieczyszczenie powietrza przez to, że ludzie rzadziej się przemieszczają.

W ogólnym podsumowaniu – dla nas praca z domu wygrywa. Ale pod warunkiem, że zawsze można z tego domu wyjść na spacer do lasu!

Martyna

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Akceptuję zasady Polityki prywatności