Dla tłumaczyO językuŻycie tłumacza

JAK MĄDRZE KORZYSTAĆ ZE SŁOWNIKÓW?

słowniki książki dla tłumaczy

poprzednim artykule opisałam Wam długą listę słowników, głównie internetowych, z których korzystamy w naszej pracy tłumaczeniowej i redaktorskiej. Mam nadzieję, że przydała się i Wam w pracy z językową materią, a jeśli macie pytania o bardziej specjalistyczne słowniki, piszcie do nas śmiało.

Słownik to jednak tylko narzędzie – a cała sztuka tłumaczenia i pisania polega na tym, by mądrze korzystać z dostępnych narzędzi. Samo sprawdzenie znaczenia słowa w słowniku to nie wszystko (choć jeśli robicie to w słowniku zamiast w automatycznym translatorze, to i tak dostajecie 10 punktów dla Gryffindoru za profesjonalne podejście). Gdyby to było takie proste, tłumaczenie faktycznie oznaczałoby tylko podstawianie jednych słów za inne, jak uważają niektórzy.

Jak więc używać słowników, by tłumaczyć z sensem i pisać z głową? Czy słowniki to jedyne źródło wiedzy o tym, jak funkcjonują słowa i język? Dlaczego każda decyzja tłumaczeniowa może być zła? O tym wszystkim dowiecie się z tego tekstu.

półka ze słownikami dla tłumaczy

ZASADA OGRANICZONEGO ZAUFANIA

Moje porady zacznę od podzielenia się z Wami podstawową lekcją, jaką wyciągnęłam już dawno temu na moich studiach przekładoznawczych w Katedrze UNESCO UJ.

Jeśli nie jesteś czegoś pewna, sprawdź to w słowniku.

Jeśli jesteś czegoś pewna, sprawdź to dwa razy.

Zaręczam, że od 10 lat mojej pracy jako tłumaczka stosuję się do tej zasady i gorąco Was do tego zachęcam – nie tylko w sferze tłumaczeń. Oczywiście nie chodzi o to, by każde pojedyncze słowo sprawdzać w słowniku. Rzecz w tym, że czasem przyzwyczajenia językowe i przesadna pewność siebie mogą obrócić się przeciwko nam i pewne bardziej skomplikowane słowa lepiej zweryfikować ze słownikiem, nawet jeśli wydaje nam się, że tym razem na pewno się nie pomylimy. Sprawdzone na własnej skórze!

ZASADA OGRANICZONEGO ZAUFANIA NUMER DWA

W przypadku specjalistycznej terminologii sprawdzenie znaczenia danego słowa w jednym źródle nie wystarczy – a przynajmniej nie zawsze. Jeśli mamy do czynienia z zupełnie nowym terminem lub tematyką albo nagle okazało się, że tekst o wzornictwie zawiera cały akapit o budowie ciężarówek, najlepiej skonsultować się z kilkoma źródłami naraz, uprawiając tzw. cross-checking.

Jakie to źródła? Zacząć można od któregoś ze słowników lub baz terminologicznych, o których pisałam ostatnio, a następnie zweryfikować ich sugestie ze słownikami specjalistycznymi, czy to papierowymi, czy internetowymi. Ale… w ten sposób cały czas obracamy się wokół słowników, a przecież wspomniałam, że to nie jedyna deska ratunku. Co dalej w takim razie?

ZAUFAJ SPECJALIŚCIE

Wszelkiej maści specjaliści to najlepsi przyjaciele tłumaczki. Jeśli w tłumaczonym tekście natkniesz się na problematyczny termin, skonsultuj się z ekspertem lub ekspertką w danej dziedzinie, aby uzyskać najbardziej rzetelną odpowiedź z pierwszej ręki. Może masz wśród znajomych kogoś, kto zna się na budowie rur? Może Twoja koleżanka z podstawówki została biotechnolożką i chętnie Ci pomoże? A może po prostu zajrzysz do odpowiedniej grupy pasjonatów na Facebooku i tam zadasz nurtujące Cię pytanie? Pytanie to brzmi najczęściej…

„Jak mówicie na…?”

Gdzie jeszcze znaleźć specjalistę? Daleko szukać nie trzeba – w końcu jeśli współpracujesz bezpośrednio z klientem, który zleca Ci tłumaczenie związane ze swoją branżą, prawdopodobnie to właśnie ta osoba będzie mogła udzielić Ci najbardziej rzetelnych informacji terminologicznych związanych z tłumaczonym tekstem – a na pewno najbardziej dopasowanych do języka, jakim posługuje się w swojej firmie czy organizacji. Tak czy siak – nie bój się zadawania pytań!

POSZUKAJ RZECZYWISTEGO KONTEKSTU

No dobrze, ale może być tak, że nie mamy pod ręką żadnej specjalistki, a poza tym wiadomo, że tłumacze to często introwertycy i nie zawsze mają ochotę na interakcje.

W takiej sytuacji – a tak naprawdę i w każdej innej, bo zachęcam do stosowania tej metody przy każdym tłumaczeniu – należy poszukać tekstów na dany temat, które nie są słownikami, tylko po prostu mówią o tej dziedzinie. Zapoznawanie się z rzeczywistym kontekstem to podstawowy element procesu tłumaczenia i researchu, który jest jego kluczową częścią.

Jeśli tłumaczysz opisy ubrań lub mebli do sklepu internetowego, zajrzyj na strony innych, podobnych sklepów, by upewnić się, jakich słów używa się tam na poszczególne przedmioty czy do opisania ich cech charakterystycznych. Jeśli tłumaczysz tekst o psychologii, zagłęb się w inne teksty o psychologii w języku docelowym, by oswoić się nie tylko z używanym słownictwem, ale i ze stylistyką. Jeśli w Twoim tekście pojawia się termin z dziedziny fotografii albo wędkarstwa, zajrzyj na fora miłośników tych zajęć, by zobaczyć, jak mówią o swojej pasji i jakich słów do tego używają.

Bogactwo treści w internecie jest ogromne i naprawdę na każdy temat znaleźć można wpis blogowy czy całą stronę internetową, która pomoże zweryfikować początkowe wyniki wyszukiwania np. w Prozie.

NIE TAKA WIKIPEDIA ZŁA

Wiem, wiem: w szkole zapewne całe grono pedagogiczne groźbami zniechęcało grono uczniowskie do korzystania z Wikipedii. Oczywiście, jak każde źródło informacji Wikipedia wymaga weryfikacji wyszukiwanych w niej treści, ale śmiem twierdzić, że stała się w dzisiejszych czasach bardziej wiarygodna i lepiej dopracowana niż niektóre drukowane źródła.

Dziś chcę o niej opowiedzieć przede wszystkim jako słowniku. Kiedy wpiszecie w Wikipedię hasło, np. „sum afrykański”, to możecie również sprawdzić dane hasło we wszystkich opracowanych dla niego językach. Co więcej – we wstępie do opisu hasła Wikipedia najczęściej podaje różne terminy, jakimi określa się daną rzecz czy pojęcie. To doskonały punkt wyjścia do terminologicznych poszukiwań. Dodatkowo same opisy i definicje encyklopedyczne zawierają mnóstwo słownictwa, które mogą przydać się nam przy tłumaczeniu tekstu na konkretny temat.

screenshot of wikipedia language equivalents

Trzeba jednak uważać, włączać zasadę ograniczonego zaufania i, rzecz jasna, korzystać ze swojej wiedzy ogólnej, która jest fundamentem pracy tłumaczki czy redaktorki. Czasem Wikipedia po kliknięciu w inny język przekierowuje nas nie do odpowiednika danego hasła, ale do hasła najbardziej zbliżonego lub nadrzędnego, jeśli to bardziej szczegółowe nie zostało opracowane.

Zresztą częścią Wikipedii jest też słownik – Wiktionary. Zdarza mi się z niego korzystać przy szukaniu językowych ekwiwalentów, etymologii, odmian i archaicznych znaczeń słów.

KORPUS – A CO TO?

Korpus językowy to kolejny przyjaciel tłumaczy i tłumaczek. Ale co to tak właściwie jest? Posłużmy się słownikiem PWN: korpus to „teksty, dane itp. zgromadzone ze względu na swą reprezentatywność, stanowiące podstawę do analizy naukowej”. Innymi słowy, bardzo ogólnie, korpusy to zbiory tekstów, w których możemy poszukać rzeczywistego wykorzystania konkretnych wyrazów czy zwrotów oraz ich częstotliwości i sposobów, w jaki funkcjonują w języku.

Jeśli chodzi o język polski, możemy skorzystać z Korpusu Języka Polskiego PWN, który liczy 100 milionów słów, albo z Narodowego Korpusu Języka Polskiego. Dla języka angielskiego mamy np. British National Corpus (również ok. 100 milionów słów) albo Corpus of Contemporary American English (ponad miliard słów!).

Mamy też w internecie pewien ogólnodostępny, znany wszystkim, przeogromny i nieprzebrany korpus językowy – wyszukiwarkę Google. Korzystam z niej pod takim kątem codziennie i nie wyobrażam sobie bez niej mojej pracy. Dzięki temu moje reklamy są zupełnie niedopasowane, bo jednego dnia wyszukuję części rowerowe, a innego nazwy polskich grzybów.

Ale do rzeczy – w starym i lubianym Google możemy wyszukiwać słowa i wyrażenia pod względem tego jak, gdzie i jak często są używane, w jakich kontekstach i w jakich rejestrach językowych. Jeśli wpadnie nam do głowy jakiś sposób przetłumaczenia danego sformułowania, ale przykładowo w Google’u pojawia się tylko sto razy, choć nie jest to jakiś szczególnie rzadki temat, to należy się zastanowić, czy to na pewno dobre rozwiązanie.

Jeśli np. zawęzimy wyszukiwania do Google Scholar, to dowiemy się, jakiej terminologii używa się w języku naukowym w danej dziedzinie. Te pomysły na korzystanie z Google to wierzchołek góry lodowej – ale warto pamiętać, że przydatne narzędzia językowe są naprawdę na wyciągnięcie ręki.

Uwaga – pewien problem z Google jest taki, zwłaszcza w przypadku angielskiego, że jako korpus prezentuje on też treści nietworzone przez rodzimych użytkowników języka, trzeba więc wyznaczyć spory margines błędu.

PORADNIE JĘZYKOWE

Wracamy do tematu pytania innych o radę – jak widać, praca tłumaczki wcale nie jest taka samotna. Poradnie językowe to wspaniały twór, który polega na tym, że użytkownicy i użytkowniczki języka zadają językowe pytania językoznawcom i językoznawczyniom. Dostają na nie odpowiedzi – mniej lub bardziej definitywne – a pozostali mogą potem wyszukiwać te odpowiedzi, by rozwiać własne wątpliwości.

Przyznam, że uwielbiam takie poradnie, nawet jeśli wiele odpowiedzi brzmi „to zależy” albo „obie wersje są poprawne”. Najczęściej korzystam z poradni PWN, ale do dyspozycji są też poradnie językowe różnych uczelni, np. Uniwersytetu WarszawskiegoŁódzkiego.

SPRAWDZAJ SZCZEGÓŁY

Przy weryfikacji źródeł zawsze sprawdzaj szczegóły, które pomogą Ci sprawdzić, czy masz do czynienia z rzetelną podpowiedzią. Kto jest jej autorem (czy to źródła internetowego, czy papierowego) i jakie ma kwalifikacje? Kiedy udzielono tej odpowiedzi (np. data artykułu albo data wydania słownika)? Co to za strona? Co to za książka?

Generalnie można założyć, że źródła papierowe są bardziej wiarygodne, ponieważ przeszły gruntowną redakcję, w tym naukową, a z kolei w internecie opublikować można naprawdę wszystko. Z drugiej strony zasada, że treści drukowane są bardziej rzetelne pod względem opracowania, moim zdaniem odnosi się głównie do starszych publikacji, które z kolei mogą być już przestarzałe, pod względem zarówno merytorycznym, jak i językowym. Jeśli więc szukamy przykładów żywego użycia języka, internet zdecydowanie wygrywa. Jeśli jednak zależy nam na gruntownie sprawdzonym użyciu specjalistycznej terminologii, źródła internetowe warto weryfikować z tymi drukowanymi, o ile to możliwe.

TWÓRZ WŁASNE GLOSARIUSZE

Umówmy się, możliwości naszych mózgów są ograniczone, nie jesteśmy w stanie spamiętać wszystkich istniejących słów w danym języku, ale też, jak już wielokrotnie mówiłam u nas na blogu i nie tylko, tłumacz nie jest chodzącym słownikiem i nie musi tych wszystkich słów znać na pamięć. Ważniejszym jest umieć je skutecznie wyszukać i zweryfikować. Ale z drugiej strony robienie tego za każdym razem, przy każdym tłumaczeniu, znacząco wydłuża czas pracy.

Dlatego właśnie, między innymi, powstały CAT-y. Nie lekceważcie funkcji glosariusza w swoim Kotku! Nieważne, czy używacie Tradosa, memoQ, Wordfasta czy innego oprogramowania, karmcie go obficie tematycznymi glosariuszami. Kiedy pracujecie nad tekstem naszpikowanym terminologią, od razu dodajcie do glosariusza rozszyfrowane terminy – przydadzą się nie tylko przy pracy nad tym plikiem, ale i w przyszłości.

Jeśli z jakiejś przyczyny nie pracujecie z CAT-ami, tworzenie własnych podzielonych tematycznie glosariuszy i tak jest dobrym pomysłem, bo możecie sięgać do nich, zamiast każdorazowo przeszukiwać wszystkie dostępne słowniki i źródła.

JAK CZYTAĆ SŁOWNIK

Jak czytać słownik? Niekoniecznie od deski do deski, chociaż i to może być przyjemne 😉

Spójrzmy na przykład hasła z Oxford English Dictionary. Na co zwrócić uwagę, oprócz samej definicji słowa?

  • „Sama” definicja słowa – tych najczęściej będzie kilka, więc warto przyjrzeć się wszystkim, by zrozumieć różne odcienie znaczeń i znaleźć to, które nas interesuje, lub przekonać się, czy to, co nam się wydaje, jest w ogóle zgodne z rzeczywistym użyciem.

screenshot of Oxford Advanced Learner's Dictionary for the word potential

  • Najważniejsze są przykłady, bo one pokazują nam, jak dany wyraz wykorzystywany jest w praktyce i jak łączy się z innymi słowami.

screenshot of OALD

  • No właśnie, łączenie wyrazów: wiedza o tym, które wyrazy się lubią, a które zgrzytają w kontakcie ze sobą, jest kluczowym elementem zaawansowanej i płynnej znajomości języka – w tym właśnie pomaga dział Collocations, który pokazuje najczęstsze połączenia wyrazowe, co jest szczególnie ważne w kontekście połączeń z przyimkami.

screenshot of the collocations section of the oxford english dictionary

  • Słowniki pokazują nam też, jaką częścią mowy jest dane słowo (np. adverb, noun) i jak w związku z tym należy go używać.
  • Kolejna istotna informacja w języku angielskim – czy czasownik jest transitive (przechodni) czy intransitive (nieprzechodni): to znaczy, czy występuje po nim dopełnienie bliższe, czy nie
  • Informacja o tym, czy rzeczownik jest countable (policzalny) czy uncountable (niepoliczalny) – czyli w związku z tym, jakich przedimków i form czasownika możemy z nim używać
  • W przypadku czasowników warto zajrzeć do form odmiany, nawet jeśli wydaje nam się, że je znamy (patrz: pierwsza porada).

oxford english dictionary verb forms

  • Oxford podaje też wiele dodatkowych wskazówek dotyczących użycia: czy słowo jest formalne/nieformalne, archaiczne, wulgarne, w jakich kontekstach jest używane; często pojawiają się ciekawostki kulturowe, które też pomagają w wyborze właściwego słowa lub w uniknięciu językowo-obyczajowej niezręczności.
  • Obok pojedynczych słów warto zajrzeć na listy phrasal verbsidiomów – te ostatnie szczególnie przydają mi się, gdy tłumaczę tekst naszpikowany grami słownymi i chcę oddać jakieś metaforyczne polskie sformułowanie, które co prawda nie ma dokładnego angielskiego odpowiednika, ale mogę chociaż pozostać w tym samym polu semantycznym: czyli jeśli polski idiom zawiera słowo „ręka” lub motyw dotyczący ręki, w haśle hand szukam wśród dostępnych utartych wyrażeń, czy coś się fajnie nie nada.

NIE MA JEDNEJ WŁAŚCIWEJ DECYZJI

W pewnym momencie (lepiej wcześniej niż później) każdy tłumacz i każda tłumaczka musi zdać sobie sprawę ze swojej omylności. Możemy znać się na temacie, mieć do dyspozycji mnóstwo rzetelnych źródeł, opierać się na dobrze wytrenowanej intuicji językowej, a i tak popełnić błąd i podjąć złą decyzję tłumaczeniową lub po prostu nie odnaleźć właściwego ekwiwalentu.

Ta myśl bywa demotywująca, ale bardziej chodzi tu o to, by minimalizować ryzyko, swoje decyzje opierać na porządnym researchu i nieustannie poszerzać wiedzę. Gdybym miała dać jedną radę osobom, które zaczynają się rozwijać w dziedzinie przekładu, byłoby to właśnie to: ucz się nieustannie. Ale też…

BAW SIĘ DOBRZE!

Dzisiejsze słowniki internetowe mają taki zasób materiałów, że można się po prostu nimi dobrze bawić, jednocześnie poszerzając swoje słownictwo. Na stronach słowników możemy znaleźć quizy, zagadki, gry, ciekawostki, słowa dnia, nowe słowa, które dopiero niedawno zostały oficjalnie dodane do słownika, czy ciekawe wpisy blogowe

PODSUMOWUJĄC

Gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do końca! To znak, że macie w sobie wystarczająco dużo determinacji, by tłumaczyć i przedzierać się przez dziesiątki stron papierowych i wirtualnych w poszukiwaniu najlepszych odpowiedników słów i znaczeń w różnych językach. A następnym razem, gdy ktoś zapyta Was „A jak jest po angielsku XYZ?”, możecie odpowiedzieć „Nie wiem, ale wiem, jak się tego dowiedzieć!”.

Martyna

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Akceptuję zasady Polityki prywatności