Dla klientówDla tłumaczyŻycie tłumacza

NA CZYM POLEGA PROCES TŁUMACZENIA?

translator dictionary

W naszych poprzednich tekstach opowiadaliśmy Wam między innymi o tym, jak wygląda nasz standardowy dzień pracy, co tak właściwie tłumaczymy oraz jakich narzędzi (np. oprogramowania CAT – czytajcie tutu) i sprzętu używamy. Dziś chcemy pokazać Wam, co tak konkretnie robimy, gdy tłumaczymy – na czym polega proces tłumaczenia.

***

Oczywiście będzie to tylko ogólne spojrzenie na proces tłumaczenia, ponieważ każdy tekst tłumaczy się inaczej, ale pewne zasady postępowania pasują do większości projektów. Skupimy się w tym artykule przede wszystkim na tłumaczeniu przy pomocy oprogramowania typu CAT, jednak wiele z poniższych praktyk zastosować można również w innych rodzajach tłumaczenia.

Gdy już mamy za sobą wszelkie działania administracyjne, takie jak analiza tekstu, wycena itp., jedną z pierwszych rzeczy, które musimy zrobić, jest dokładniejsze zapoznanie się z tekstem. W świecie idealnym najlepiej byłoby przeczytać cały tekst od deski do deski przed przetłumaczeniem, ale niestety terminy są zwykle zbyt krótkie, by to umożliwić, dlatego musimy uciekać się do innych metod.

Zwykle wystarczy szybko przejrzeć tekst – „przekartkować”, choć oczywiście przeważnie mamy do czynienia z plikami elektronicznymi. Szukamy powtarzających się terminów i wyrażeń, żeby móc od razu zastanowić się nad ich możliwymi ekwiwalentami lub poszukać ich definicji w samym tekście. Możemy również natrafić na potencjalnie problematyczne fragmenty, takie jak długie klauzule w umowie czy niejasne opisy obrazków.

Warto też zwrócić uwagę na to właśnie, czy w tekście znajdują się ilustracje lub inne elementy graficzne (zdjęcia, tabelki, plany itd.), ponieważ są one domyślnie ukryte w większości CAT-ów. Można też użyć funkcji podglądu dokumentu, dzięki której tekst wyświetli się w osobnym panelu, pokazując, jak będzie wyglądał plik docelowy. To jednak nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem, gdyż niektóre szczegóły bywają niewyraźne w małej rozdzielczości.

O ilustracjach należy pamiętać zawsze przed rozpoczęciem pracy, mając na uwadze to, jak wpływają na samo tłumaczenie i czy stanowią dodatkowy kontekst albo zawierają dodatkowe przydatne informacje. W końcu, po zapoznaniu się ze zleceniem, mamy ogólny obraz tego, o czym dany tekst mówi i jaka jest jego struktura.

Zanim przystąpimy do tłumaczenia pierwszych segmentów, zbieramy podstawowe informacje, które przydadzą nam się w pracy. Na początku wchodzimy na stronę internetową zleceniodawcy, ponieważ to pomaga nam lepiej zrozumieć, czym zajmuje się firma lub organizacja, jakie są jego cele, kim są jego klienci itp. W przypadku opisu produktów – nawet jeśli chodzi o ogromne urządzenia przemysłowe – na stronach znajdują się zwykle dodatkowe dane na ich temat, które również ułatwiają proces tłumaczenia.

I znowu – w idealnym świecie strona zleceniodawcy jest dwujęzyczna i stanowi doskonały materiał źródłowy w odniesieniu do właściwej terminologii i preferowanych sformułowań. Tu jednak też trzeba być czujnym – zdarza się, że istniejące tłumaczenie na stronie internetowej jest niskiej jakości lub zwyczajnie pełne błędów, dlatego przy korzystaniu z niej należy zawsze zachować zdrowy rozsądek.

biuro tłumaczeń

Gdy już wreszcie możemy zająć się samym tłumaczeniem, także wykonujemy kilka czynności z tym związanych. Wiele fragmentów tłumaczy się tak, jak pewnie większość z Was sobie wyobraża – patrzymy na oryginalne zdanie, myślimy i odtwarzamy jego znaczenie w drugim języku. Czasem dzieje się to niemal natychmiastowo, a czasem wymaga głębszego i dłuższego zastanowienia się – ale poza głową i klawiaturą nie są potrzebne żadne dodatkowe narzędzia.

Jednak drugą – równie ważną i częstą – częścią procesu tłumaczenia jest research, czyli wyszukiwanie potrzebnych informacji. Dotyczy to zarówno najzwyklejszego tropienia słówek w słowników, jak i przeczesywania całego internetu w poszukiwaniu tej jednej, drobnej, brakującej informacji.

Jeśli chodzi o słowniki, to używamy różnych ich wersji – słowników dwujęzycznych, jednojęzycznych, słowników synonimów, glosariuszy i słowników specjalistycznych (np. polsko-angielski słownik spawalniczy). Korzystamy ze słowników papierowych, elektronicznych, internetowych i wielu innych – każde wiarygodne źródło jest ważne i przydatne. Nie będziemy ich tu opisywać ze szczegółami, ponieważ chcemy zrobić to w osobnym wpisie.

Oprócz tego wyszukiwanie informacji dotyczy także szukania konkretnego tłumaczenia danego terminu czy uzyskiwania dodatkowego kontekstu dla lepszego zrozumienia tekstu źródłowego, który bywa niejasny w odbiorze. To zdarza się najczęściej wtedy, gdy tekst źródłowy jest niezbyt dobrze napisany lub sam w sobie jest tłumaczeniem z jakiegoś języka. Wtedy research może obejmować wiele różnych źródeł – od Wikipedii, przez specjalistyczne strony i fora internetowe, Facebookowe fanpage’e i grupy, po książki na dany temat i wszelkie inne źródła, do których możemy uzyskać dostęp. Cenne również są kontakty ze specjalistami – osobami, które zajmują się danym tematem na co dzień w swej pracy i mogą udzielić nam konsultacji.

Jeśli wciąż nie jesteśmy w stanie rozwiązać danego problemu, zwracamy się bezpośrednio do klienta, który może znać odpowiednik danego terminu w języku docelowym, ponieważ także używa go na co dzień w swojej pracy; może też udzielić nam informacji, które dostarczą nam dodatkowego kontekstu. Klienci czasem nie zdają sobie sprawy, że dane terminy czy akapity mogą być dla czytelników spoza branży trudne do zrozumienia czy wyszukania, ale chętnie dzielą się swoją wiedzą – wystarczy zapytać.

Gdy już skończymy tłumaczyć tekst, przechodzimy do kolejnego etapu działań, to znaczy korekty i weryfikacji. Jeśli termin nam to umożliwia, pozwalamy tłumaczeniu się przegryźć – odkładamy je na dzień lub dwa i dopiero potem zajmujemy się jego sprawdzaniem. Dzięki temu mózg niejako zapomina o tekście i możemy spojrzeć na niego ze świeżym umysłem. W sytuacji gdy nie jest to możliwe, zaczynamy korektę od razu. Korekta w naszym przypadku polega na ponownym przeczytaniu tekstu i poprawieniu wszelkich możliwych błędów: literówek, błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i gramatycznych, niezgrabnych sformułowań, błędnej terminologii, złego stylu i składni – wszystkiego, co wpadnie nam w oko.

Rzecz jasna, jeśli tłumaczenie wykonujemy w Wordfast Pro, uruchamiamy funkcję transcheck, która od razu podświetla pewne błędy (np. literówki podkreślone przez Microsoft Word czy rozbieżności między liczbami). Tekst przechodzi również korektę drugiej osoby – Martyna sprawdza tłumaczenia Pawła, a Paweł tłumaczenia Martyny.

tłumacze tłumaczenia angielski hiszpański polski

Częścią redakcji tłumaczenia jest również sprawdzenie, czy formatowanie nie zmieniło się względem tekstu źródłowego. Do tego co prawda dochodzi rzadko, ale bywa, że docelowy plik wygenerowany przez program CAT ma formatowanie odmienne od oryginału: pogrubienia są nie tam, gdzie powinny, tekst w kolorze okazuje się czarny i tak dalej. Czasami ilustracje przemieszczają się albo w ogóle znikają. Naszym zadaniem jest zadbać o to, by poprawić takie niezgodności.

Po zakończeniu tego etapu piszemy do klienta, omawiając różne kwestie związane z tłumaczeniem. Tak nie dzieje się zawsze, ale czasami konieczne jest wyjaśnienie pewnych trudności, które pojawiły się w procesie tłumaczenia, lub odniesienie się do niektórych podjętych przez nas decyzji tłumaczeniowych czy wybranych strategii. Zawsze staramy się jasno komunikować klientowi pojawiające się problemy i wątpliwości, żeby ostateczny tekst był gotowy do użycia – do wysłania, do druku, do publikacji.

***

Tak właśnie wygląda proces tłumaczenia tekstu w naszym biurze Translatorion. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej na ten temat, piszcie do nas śmiało. A jeśli potrzebujecie tłumaczenia swojego tekstu, możecie być pewni, że przetłumaczymy Wam go przy użyciu najlepszych praktyk, procedur i procesów!

Paweł

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Akceptuję zasady Polityki prywatności